czwartek, 26 marca 2020

Maska do twarzy ze sprasowanych kwiatów - hit czy kit? :)

Dzień doberek :)
Na targach kosmetycznych Ekotyki zainteresowało mnie stoisko marki Athalia, gdzie zobaczyłam maseczki jakich nigdzie jeszcze nie widziałam - ze sprasowanych kwiatów :) Mimo że tanio nie było (35 zł a regularnie kosztuje 39 zł) jak na jednorazową maskę w płacie, ciekawość była silniejsza i postanowiłam spróbować  :) Czy było warto? Koniecznie chodźcie poczytać :)
Athalia ma w swojej ofercie tylko dwie maseczki -  moją ze sprasowanych kwiatów róży damasceńskiej i rumianu rzymskiego, oraz ze sprasowanych liści mięty pieprzowej i zielonej herbaty :) 
Opis z opakowania i sposób użycia:
Z opakowania wyjmujemy suchą maskę w płacie, która przypomina w dotyku szary papier do pakowania :)
Sprasowane kwiaty są zatopione w tym papierze, jest ich całkiem sporo :)
Maseczkę moczymy w ciepłej wodzie kilka minut, po czym nakładamy na twarz.
No i tu zaczynają się schody :) Po pierwsze, ten mokry papier kompletnie nie trzyma się skóry. Maseczki w płacie ogólnie się lekko kleją, tutaj nic się z maski nie wydobywa, po prostu masz odczucie nałożonego mokrego papieru na twarz...Wszelkie próby przesunięcia maski kończą się jej potarganiem.
Ciągle dociskałam ją dłońmi, zwilżałam, mimo to cały czas odchodziła od twarzy...Co po zdjęciu maseczki? No właśnie...nic! Zupełnie...żadnego odżywienia, po prostu zdjęłam i twarz po wyschnięciu była taka jak po umyciu twarzy, czyli zaraz "wołała" o krem...
Niestety maseczka kompletnie się nie sprawdziła pod żadnym kątem, była niewygodna i nie dała twarzy nic...Jeśli macie tę maseczkę w swoich zapasach a jeszcze nie używałyście, myślę że dobrym sposobem będzie zanurzenie jej nie w wodzie a np.w żelu aloesowym :) Producentowi maseczek zalecam to samo, bo sam pomysł sprasowanych roślin jest świetny, ale maska jest "nie dokończona". Fajnie gdyby była sprzedawana już mokra, a żeby było naturalnie to własnie żel aloesowy wpadł mi do głowy - hydrolat może być za słaby bo też będzie "suchy", nie będzie się trzymał twarzy :)
Słyszałyście kiedyś o takiej maseczce? Lubicie naturalne produkty?
Skład:

19 komentarzy:

  1. Ciekawy pomysl, ale jak widac niezbyt praktyczny... Udziwnienie na sile...

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszy raz spotykam się z taką maską :D Rzeczywiście dość 'innowacyjny' pomysł, ale jakoś nie widzi mi się nakładanie papieru na twarz, ciekawe czy żel aloesowy by pomógł, chyba były lepszy niż woda rzeczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spotkalam sie z taka maseczka nigdy

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj szkoda, że nie do końca pozytywnie wypadła :( Też mi się wydaje, że żel aloesowy mógłby się lepiej sprawdzić aniżeli woda :) Może kiedyś z ciekawości wypróbuję ten drugi wariant bo mnie zainteresował :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Prasowane kwiaty? Pierwszy raz słyszę :D szkoda, że finalnie maska okazała się być średnia :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Oo wow ! cudna maska, miłego testowania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomysł fajny, ale realizacja im nie wyszła. I też mi się wydaje, że maseczkę lepiej byłoby moczyć w jakimś glutku właśnie typu żel aloesowy choć albo jakiś kwas hialuronowy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda fajnie, ale sporo zachodu z nią

    OdpowiedzUsuń
  9. Hi! Interesting product. I would like to try it. Thanks for sharing.
    I hope you´ll visit my blog soon. Have a nice day!

    OdpowiedzUsuń
  10. A tak się ciekawie zapowiadało. Raczej jej nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znałam wcześniej tej marki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak jak piszesz, rzeczywiście to sam papier plus płatki kwiatów. Nie wiem, dlaczego ta maska jest tak droga, bo tam nie ma kompletnie nic, co miałoby odżywiać, nawilżać czy oczyszczać cerę. Mam wrażenie, ze to produkt nastawiony tylko na ściąganie pieniędzy z klienta. Absolutnie jestem na nie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapowiada się ciekawie, bo takiej maski jeszcze nie było, ale jak widać pomysł nie zadziałał.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z daleka dalej uważam że wygląda to jak tortilla :D. Z bliska fajnie wyglądają te kwiatuszki. Mam takie skompresowane suche maski i potwierdzam hydrolat w czymś takim się nie sprawdzi, jest za sucho. Co do Twojej maski to cena 35 zł jest chyba za pomysł, a nie za działanie... Nie powaliło mnie, a raczej odepchnęło od marki ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oh super że o niej napisałaś!! Strasznie się na nią napaliłam, ale ta cena rzeczywiście skutecznie mnie wstrzymała i teraz widzę, że szkoda kasy! Dziękuję Ci pięknie!!! ;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Brzmi ciekawie bo takiej maski jeszcze nie widziałam :) Natomiast nakładanie papieru na twarz jakoś mi się nie uśmiecha :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Maski w płacie są nieekologiczne, dlatego zrezygnowałam z nich dawno temu. Cześć koreańskich firm kosmetycznych również zauważyła problem i wycofała ten produkt ze swojej oferty, choć to właśnie oni rozpoczęli boom na produkty tego typu.
    Byłam bardzo ciekawa tej maski, bo jednak jest biodegradowalna. I szkoda, że to taki niewypał :(

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło jeśli zostawisz komentarz :) Uszanuj mój blog i nie reklamuj się u mnie swoim linkiem-jeśli masz bloga,trafię do Ciebie po nicku :)

Pamiętaj że wraz z rozporządzeniem RODO,komentując zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych,które są bezpieczne i używane tylko w celu publikacji komentarza :)